ŻYWE TARCZE

W zeszłym tygodniu do naszej lecznicy w Świebodzinie zgłosiła się roztrzęsiona właścicielka wraz ze swym cierpiącym, rocznym kocurkiem.

Panie doktorze! Nasz kiciuś wczoraj wrócił ze spaceru w strasznym stanie. Nie może stawać na przednią łapkę. Na pewno pogryzł się z innymi kotami. Widzieliśmy na jego sierści ślady krwi„.

Po zbadaniu zwierzęcia i wykonaniu zdjęcia rentgenowskiego okazało się, iż przyczyną choroby kotka nie było rzekome pogryzienie przez inne koty. W ciele nieboraka tkwił ołowiany śrut z wiatrówki. Zdziwienie i oburzenie właścicielki zwierzęcia było ogromne. Ktoś urządził sobie swoiste „polowanie” na bezbronnego kotka i postrzelił go, zadając mu bezsensowny ból i narażając na śmierć lub kalectwo.

Próby wydobycia śrutu, tkwiącego głęboko w mięśniach klatki piersiowej nie dały rezultatu, gdyż znalazł się on pod łopatką i wydobycie go wymagało skomplikowanej operacji i dużego cięcia mięśni oraz skóry. Po zaopatrzeniu rany i zastosowaniu leków przeciwbólowych oraz antybiotyków, kotek został wypisany do domu. Następnego dnia właścicielka zgłosiła się na wizytę kontrolną. Kociak był w znacznie lepszej formie, zaczął już podpierać się na chorej łapce, ale w dalszym ciągu wymagał podania leków przeciwbólowych oraz antybiotyku przeciw zakażeniu.

Tym razem i temu kotu „się udało”. Śrut nie uszkodził ważnych dla życia narządów, ale przecież łatwo mogło dojść do wybicia oka, przebicia jamy brzusznej czy też płuc.

Szanowni Państwo!! Sadysta strzelający dla zabawy do niewinnych zwierząt jest wśród nas. Nic nie uzasadnia takiego postępowania. Nasze koty i psy nie mogą być żywymi tarczami, do których ktoś strzela dla widzimisię.

Zwracam się w tym miejscu z apelem do wszystkich Państwa. Nie pozwólmy by wśród nas zapanowały prawa buszu! Są przecież organy państwa powołane do obrony, między innymi życia zwierząt, ale każdy z nas też nie powinien pozostać w tej sytuacji obojętny.

Share this article